Koncert we wrocławskim klubie
Ten koncert zaczął się zmaganiami. Gitarzysta Mocsquadu, gdy wsiadał w Bielsku do samochodu dowiedział się, że jego mama miała wypadek i pojechał do mamy do szpitala. Ja z Piotrem będąc już we Wrocku dowiedziałem się, że klubie nie ma mikrofonu. To była zapowiedź, że mamy prawdopodobnie problem z nagłośnieniem. Gdy zajechaliśmy do klubu powitał nas człowiek, który przeprosił nas, że to on będzie nagłaśniał nas, bo nie ma tutaj akustyka.
-Gdybyście grali dwa miesiące wcześniej, to byłoby inaczej. Ktoś ukradł nam wszystkie mikrofony, statywy i coś jeszcze!
Zapytał nas grzecznie, czy pomimo wszystko chcemy spróbować! Postanowiliśmy jednak zagrać. Rozwinęliśmy sprzęt. Nagle pojawiła się osoba i powiedziała, że może ona coś z nagłośnienia przywiezie. Ostatecznie udało się naszemu sympatycznemu barmano-akustykowi jakieś nagłośnienie sklecić. Ludzie byli przyjaźni. Zaopatrzono nas w świetną herbatkę, chleb ze smalcem i ogórki kiszone. Byliśmy szczęśliwi. Przed imprezą poszliśmy do narożnika, aby pomodlić się.
-Chcecie sobie strzelić lufę? -ktoś życzliwy podszedł do nas i zapytał. Ze zrozumiałych względów nie chcieliśmy. Stanęliśmy na scenie i znowu pytanie
-Modliliście się do bozi?
-Nie- odpowiedziałem. -Mieliśmy audiencję u Króla.
Zdjęcia performensowała Monika Ważna. Dziękujemy jej za wszystkie piksele , które zarejestrowały to ciekawe wydarzenie:)


chłopaki, Jego moc była z Wami !
modliłem się, aby nic nie stanęło na przeszkodze ewangelii która głosicie!
jest zwycięstwo !!!
pomimo tych wszystkich przeciwności to był wspaniały koncert!
wielkie dzięki !
bartolini