Archive for the Koncerty category

Woodstock Rally 2010 -zlot organizowany przez klub Boanerges

Woodstock

W tym roku również zagraliśmy w wiosce motocyklowej, a wcale nie było takie oczywiste, że do koncerty dojdzie. Kiedy Boanergesi zmontowali pole zlotowe wybuchła bomba: znaleziono pocisk lotniczy i trzeba było się ewakuować! Koncerty odwołano i przyszłość motocyklowego przedsięwzięcia stanęła pod znakiem zapytania. Read the rest of this entry »

Koncert we wrocławskim klubie

Klub Versus Wrocław

Ten koncert zaczął się zmaganiami. Gitarzysta Mocsquadu, gdy wsiadał w Bielsku do samochodu dowiedział się, że jego mama miała wypadek i pojechał do mamy do szpitala. Ja z Piotrem będąc już we Wrocku dowiedziałem się, że klubie nie ma mikrofonu. To była zapowiedź, że mamy prawdopodobnie problem z nagłośnieniem. Gdy zajechaliśmy do klubu powitał nas człowiek, który przeprosił nas, że to on będzie nagłaśniał nas, bo nie ma tutaj akustyka.
-Gdybyście grali dwa miesiące wcześniej, to byłoby inaczej. Ktoś ukradł nam wszystkie mikrofony, statywy i coś jeszcze!
Zapytał nas grzecznie, czy pomimo wszystko chcemy spróbować! Postanowiliśmy jednak zagrać. Rozwinęliśmy sprzęt. Nagle pojawiła się osoba i powiedziała, że może ona coś z nagłośnienia przywiezie. Ostatecznie udało się naszemu sympatycznemu barmano-akustykowi jakieś nagłośnienie sklecić. Ludzie byli przyjaźni. Zaopatrzono nas w świetną herbatkę, chleb ze smalcem i ogórki kiszone. Byliśmy szczęśliwi. Przed imprezą poszliśmy do narożnika, aby pomodlić się.
-Chcecie sobie strzelić lufę? -ktoś życzliwy podszedł do nas i zapytał. Ze zrozumiałych względów nie chcieliśmy. Stanęliśmy na scenie i znowu pytanie
-Modliliście się do bozi?
-Nie- odpowiedziałem. -Mieliśmy audiencję u Króla.
Zdjęcia performensowała Monika Ważna. Dziękujemy jej za wszystkie piksele , które zarejestrowały to ciekawe wydarzenie:)

Koncert w Gorzowie Wlkp – relacja z TV

Święto Namiotów w Kaliszu

Mały ważny koncert

Znowu Mocsquad zjechał do gościnnej Górnej Izby w Gorzowie Wlkp. Tym razem powiększyliśmy się o dwie nowe osoby. Za bębnami zasiadł Janusz, a wiosło trzymał Mateusz. Reszta – bez zmian. Zagraliśmy pierwszą wspólną próbę przed koncertem. Niespodziewanie moja żona pojawiła się w sali prób i rzuciła, że może by tak mały koncert dla małej widowni. Czemu nie? Tylko Kola i Grześ nie zwinęli jeszcze sprzętu. Mogli zagrać i zagrali.  Jak było zobaczcie sami.

Po tym wszystkim wystartowaliśmy z koncertem, ale na scenie czekało na nas mnóstwo akustycznych niespodzianek. W pewnym momencie organizator musiał się poddać… Nie mogliśmy dokończyć. Problem z nagłośnieniem. Na szczęście poprzedzające nas zespoły zagrały (Jurek Dajuk, Kava i Hosanna) i Pan był uwielbiany.

Znowu Kola i Grzegorz ruszyli do akcji. Zdjęli ze sceny konga, na których zagrał Grzegorz, a Kola rapował. Zrobili uwielbienie z grupą młodzieżki. My zwijalismy sprzęt. Ot, przygody!

Woził wilk razy kilka … a Pan go obronił i dalej wozi

MOndeo 2

Piotr i ja wyjechaliśmy na koncert. Mocsquad miał zagrać w Warszawie. Nic nie zapowiadało, że będzie to nasz najdłuższy wypad. Na autostradzie blisko Łodzi coś zaczęło się psuć w Mondeo. Natychmiast zjechaliśmy na pobocze. Zerwał się pasek od alternatora. Wezwaliśmy lawetę. Do koncertu pozostało 7 godzin. Po 90 min laweta zabrała nas do autoryzowanego serwisu. Tutaj się zaczęło. Read the rest of this entry »

Przystanek Woodstock

PrzystanekGłosiliśmy Jezusa w wiosce motocyklowej klubu Boanerges (nasz Piotr jest jego prezydentem). Otoczeni motorami (ok.800) i namiotami ich wlaścicieli zagraliśmy długi koncert. Opowiadaliśmy o naszym dobrym Tatusiu i błogosławiliśmy ludzi. Przez nasz namiot przewijało się sporo osób z Przystanku Woodstock. Miejsce na PW zarządzane przez Boanerges seriancko się wyróżniało. Była tam zupełnie inna atmosfera, czystość, sympatyczna obsługa i dużo znajomych, cennych twarzy. Za bramką wejściową był naprawdę inny świat. Przeszliśmy się po Przystanku Woodstock i bardzo cieszyliśmy się, gdy wróciliśmy do motocyklistów. Nie tylko dlatego, że mamy dla ich działań big szacun. Zdj. Tomasz Stefanowski

Mocsquad w Teen Challenge

Teen Challenge

Wielki namiot wypełniony kilkoma setkami ludzi. Bardzo niezwykle zgromadzenie. Mocsquad gra na zjeździe wyrwanych śmierci, czyli dla pacjentów i absolwentów Ośrodka dla uzależnionych TC. Uratowani narkomani, alkoholicy, bandyci, oszuści, odrzuceni przez społeczeństwo i nosiciele HIV  razem z Mocsquad-em uwielbiali pełnego miłości Boga. Wspólnie cieszyliśmy się z Jezusa, który spłacił nasz dług wobec Stwórcy. W tym towarzystwie słowa naszego songu “Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne” brzmiały jak pieśń zwycięstwa po bitwie. Potem słuchaliśmy NIESAMOWITYCH świadectw Bożego działania. Wybawieni przez Pana opowiadali o tym, czego doświadczyli z Jezusem! Wow!!! To było mocne. Nie da się tego tu opisać, ale będzie można tego posłuchać już niedługo. Mega warto! Pan działa w naszym kraju i Jego moc objawia się względem najbardziej poszkodowanych i oszukanych przez diabła. Jest przywilejem dla Mocsquad-u być w takich miejscach, a Boże działanie nas kręci!

Koncert dla Royal Rangers

psssssssWjechaliśmy na obóz RR. Dużo dzieci i młodzieży. Bardzo szczególna atmosfera. W czasie koncertu Kola zaczyna prorokować do dzieciaków. Sposó, w jaki dzieciaki odnoszą się do siebie i wyrażają emocje mówi o tym, w jakim są miejscu. Widzimy, że potrzebują pomocy. Niektóre damatycznie. Wiemy, że Tatuś może je uratować. Staramy się opisywać na wszelkie sposoby Jego miłość i zainteresowanie nimi. Taki koncert jak nasz nie zmieni wiele chyba, że Duch Święty użyje nas. Na to liczyliśmy. Jak zwykle. Modliliśmy się o to audytorium i Mocsquad zagral koncert. Reszta w rękach Boga.

Łasin i Grudziądz

lasin-3

Zagraliśmy na dniach Łasina.  Po przyjeździe-niespodzianka. Podchodzi do nas sympatyczny gitarzysta z zespołu N.O.C., przedstawia się i podaje nam info, że przed chwilą spaliła się linia odsłuchowa i odsłuchów nie będzie. Mocsquad musi mieć odsłuchy, bo gramy z bębniarzem z laptopa i musimy go słyszeć w zasadzie.  Miły człowiek zapewnia, że zrobi wszystko, abyśmy zagrali. Pomimo czarnego scenariusza, który  nieproszony pojawił się w naszych głowach postanowiliśmy zaufać miłemu panu. Rozwinęliśmy się i rozpoczęliśmy przekaz słowno-muzyczny.  Graliśmy w osłabieniu, gdyż nasz ukochany saxogłos – Grzegorz – poległ w walce z grypą. Zadzwoniłem do niego dzień przed imprezą, ale gdy powiedział, że od grypy drętwieją mu ręce – poddałem się. Z drętwymi ziomkami nie gramy. Grześ został w domu, ale bez niego trochę drętwo jednak było. Odsłuch z pieca gitarowego to szczególne drętwe doznanie. Kola za to drętwy nie był, a nawet cokolwiek pobudzony. Rapował o Łasinie, a ten, na pochwały łasy, rozkręcił się znacznie. Obok sceny rozdawana  była grochówka. Ludziska słuchali przekazu Koli o Panu, wciągali smaczną ciecz grochową, popijali to wszystko piwem, zaciągali dymem z fajek, ale słuchali z uwagą. Niektórzy wyglądali na zaskoczonych, ale w czasie fristajli dobrze się bawili. Po akcji Piotr zniknął, bo wypatrzył motocyklistów.  Odnaleźliśmy go, zapakowaliśmy i wywieźliśmy:)

Następnego dnia spotkanie w Grudziądzu. Tam przede wszystkim mówiliśmy: nasze świadectwa i Wojt dzielił się Słowem.  Mocsquad: twór słowno-muzyczny pozdrawia