Blog do bloga, czyli uzupełnianie uzupełnień (wojt.kdm.pl)
Blog, na którym jesteś jest poświęcony (ładne słóweczko) grupie Mocsquad. Postanowiłem stworzyć kolejny, którego treścią będą rzeczy związane z moimi przemyśleniami zasadniczo dotyczącymi środowiska muzycznego, ale nie tylko. Ostatni wpis jest początkiem dłuższej historii mojego chodzenia z Bogiem. Spełniam to, co wielokrotnie przyrzekałem kiedyś zrobić i o co byłem proszony. Mam nadzieję, że czytając będzie można odnieść z tego jakąś korzyść duchową. Czekam też na Twój odzew i zapraszam na nowy blog.
PS. Nie jestem zainteresowany polemikami, jakie toczą się na różnych forach. Dzielę się swoim doświadczeniem i zachęcam do brania tego, co dobre. Nie jestem zainteresowany formami religijności, raczej poszukiwaniem tego, co Bóg objawił w swoim Słowie. W tym upatruję wartość. Część rzeczy zawartych na nowym blogu to obserwacje, które poczyniłem pracując z różnymi zespołami w czasie warsztatów, konferencji itp.
Koncert we wrocławskim klubie
Ten koncert zaczął się zmaganiami. Gitarzysta Mocsquadu, gdy wsiadał w Bielsku do samochodu dowiedział się, że jego mama miała wypadek i pojechał do mamy do szpitala. Ja z Piotrem będąc już we Wrocku dowiedziałem się, że klubie nie ma mikrofonu. To była zapowiedź, że mamy prawdopodobnie problem z nagłośnieniem. Gdy zajechaliśmy do klubu powitał nas człowiek, który przeprosił nas, że to on będzie nagłaśniał nas, bo nie ma tutaj akustyka.
-Gdybyście grali dwa miesiące wcześniej, to byłoby inaczej. Ktoś ukradł nam wszystkie mikrofony, statywy i coś jeszcze!
Zapytał nas grzecznie, czy pomimo wszystko chcemy spróbować! Postanowiliśmy jednak zagrać. Rozwinęliśmy sprzęt. Nagle pojawiła się osoba i powiedziała, że może ona coś z nagłośnienia przywiezie. Ostatecznie udało się naszemu sympatycznemu barmano-akustykowi jakieś nagłośnienie sklecić. Ludzie byli przyjaźni. Zaopatrzono nas w świetną herbatkę, chleb ze smalcem i ogórki kiszone. Byliśmy szczęśliwi. Przed imprezą poszliśmy do narożnika, aby pomodlić się.
-Chcecie sobie strzelić lufę? -ktoś życzliwy podszedł do nas i zapytał. Ze zrozumiałych względów nie chcieliśmy. Stanęliśmy na scenie i znowu pytanie
-Modliliście się do bozi?
-Nie- odpowiedziałem. -Mieliśmy audiencję u Króla.
Zdjęcia performensowała Monika Ważna. Dziękujemy jej za wszystkie piksele , które zarejestrowały to ciekawe wydarzenie:)
Uwielbienie z MU 24/7
Troje z nas: Piotr, Kola i Wojt bierze udział w akcji składu worshipowego MU 24/7 (www.mu247.pl). Nagraliśmy nowa płytkę i można jej framentów posłuchać. Kola doskoczył w jednym utworze, a Piotr i Wojt grają w nim regularnie. Nasza nowa płytka nam się podoba. Czekamy na Wasze opinie. Pozdro
Mały ważny koncert
Znowu Mocsquad zjechał do gościnnej Górnej Izby w Gorzowie Wlkp. Tym razem powiększyliśmy się o dwie nowe osoby. Za bębnami zasiadł Janusz, a wiosło trzymał Mateusz. Reszta – bez zmian. Zagraliśmy pierwszą wspólną próbę przed koncertem. Niespodziewanie moja żona pojawiła się w sali prób i rzuciła, że może by tak mały koncert dla małej widowni. Czemu nie? Tylko Kola i Grześ nie zwinęli jeszcze sprzętu. Mogli zagrać i zagrali. Jak było zobaczcie sami.
Po tym wszystkim wystartowaliśmy z koncertem, ale na scenie czekało na nas mnóstwo akustycznych niespodzianek. W pewnym momencie organizator musiał się poddać… Nie mogliśmy dokończyć. Problem z nagłośnieniem. Na szczęście poprzedzające nas zespoły zagrały (Jurek Dajuk, Kava i Hosanna) i Pan był uwielbiany.
Znowu Kola i Grzegorz ruszyli do akcji. Zdjęli ze sceny konga, na których zagrał Grzegorz, a Kola rapował. Zrobili uwielbienie z grupą młodzieżki. My zwijalismy sprzęt. Ot, przygody!
Woził wilk razy kilka … a Pan go obronił i dalej wozi

Piotr i ja wyjechaliśmy na koncert. Mocsquad miał zagrać w Warszawie. Nic nie zapowiadało, że będzie to nasz najdłuższy wypad. Na autostradzie blisko Łodzi coś zaczęło się psuć w Mondeo. Natychmiast zjechaliśmy na pobocze. Zerwał się pasek od alternatora. Wezwaliśmy lawetę. Do koncertu pozostało 7 godzin. Po 90 min laweta zabrała nas do autoryzowanego serwisu. Tutaj się zaczęło. Read the rest of this entry »
Muzycy muzykom, czyli konferencja z Gospel Rain
Pod koniec września Wojt miał siedem wykładów na rekolekcjach chóru Gospel Rain. Jak widać na zdjęciu niektórzy słuchacze byli prawo, a inni lewoskrętni. Tak jest niestety często. Wykłady dotyczyły Nowego i Starego Przymierza. Ogólnie fajny squad z tego GR. Gorące serducha dla Pana i ładnie zaśpiewywyją. Na bogato, po prostu. Trudno też ich nie lubić, więc ich lubimy i cenimy. Miejsce zderzenia i zdarzenia: Jastrzębia Góra. Współpracy Wojtowo-KDMowej patronował Klub Dobrej Muzyki (kdm.pl). Takież to były auspicje.
Pozdro z Gorzo dla Grzegorzo i dla GR. Jest wporzo!
PS.
Wykłady zostały zarejestrowane na współczesnym nośniku, czyli nagrane w MP3.
Przystanek Woodstock
Głosiliśmy Jezusa w wiosce motocyklowej klubu Boanerges (nasz Piotr jest jego prezydentem). Otoczeni motorami (ok.800) i namiotami ich wlaścicieli zagraliśmy długi koncert. Opowiadaliśmy o naszym dobrym Tatusiu i błogosławiliśmy ludzi. Przez nasz namiot przewijało się sporo osób z Przystanku Woodstock. Miejsce na PW zarządzane przez Boanerges seriancko się wyróżniało. Była tam zupełnie inna atmosfera, czystość, sympatyczna obsługa i dużo znajomych, cennych twarzy. Za bramką wejściową był naprawdę inny świat. Przeszliśmy się po Przystanku Woodstock i bardzo cieszyliśmy się, gdy wróciliśmy do motocyklistów. Nie tylko dlatego, że mamy dla ich działań big szacun. Zdj. Tomasz Stefanowski

